niedziela, 7 lipca 2013

liberi tutti

Czas tak szybko mija kiedy spędza się intensywnie każdą chwilę, że nie zauważyłam kiedy mineły dwa tygodnie odkąd ostatni raz tu zaglądałam.
No nie mam czasu.. to takie straszne że nie mam czasu nawet pomalować paznokci.. ;)
Może bez sensu porwałam się na to przedsięwzięcie i dodatkowy „obowiązek”. Zobaczymy.

Pierwszy zachwyt szpitalem ciągle się we mnie utrzymuje, mimo że ostatnio się mało dzieje i jest mniej pacjentów niż w pierwszym tygodniu po przyjeździe. Ludzie zaczęli wyjeżdżać na wakacje i nie dbaja już tak o swoich pupilów widać ;)

Mamy coraz więcej znajomych, głównie poznawanych na uczelni albo przez couchsurfing®. Bardzo fajni ludzie. Staramy się jeździć w fajne miejsca po powrocie z uczelni w tygodniu ale głównie w weekendy.

Tutaj najlepsze jest to że robimy i oglądamy zabiegi o których w Olsztynie nam się tlyko mówi że istnieją.. to takie piękne i smutne jednoczesnie.

W ostatnim tygodniu najciekawsza była gastroskopia u psa który polknął haczyk J dosłownie. Razem z kawałkiem żyłki i linki. Niestety nie udało się tego wyciągnąć małoinwazyjnym sposobem i trzeba było otwierać.

Druga najciekawsza sprawa to artroskopowy zabieg na kolanie konia. Przyglądanie się temu jak doktor ściga i wyjmuje kawałki odłamanej chrząstki dawało nam tyle emocji co jakis wyścig :D chyba jesteśmy nienormalne.. ale inni na Sali też tak mieli. Wiec chyba wszystko w porządku tylko po prostu jesteśmy z wety..
dachy domów w Castelsardo
spontaniczny wypad do Castelsardo prosto po dyrzuże, wreszcie miałam swoje pirwsze "wow" tutaj :)

szczęście na schodach w Castelsardo, kilkaset schodów wyżej znikneło z naszych twarzy ;)  my i nasz kolega  i  crazy szofer Stefano

hamburger wielkości mojej twarzy, pycha!

tego maluszka znalazłam na wydmie w trakcie przerwy w opalaniu, zgubił mamę :(

widoku w trakcie jazdy ambulansem, wnętrze wyspy nie jest takie piękne jak wybrzeże, ale urok jest

typowe włokie śniadanie, tyle że w moim przypadku o 22:00 ;)

w psie jest obcy i swieci..


ha ha haczyk

ja mudżyn

dla Piotrka, mchowe graffiti. da się? da!

typowe w Sassari

nasz kolega któremu zabrałyśmy męskość i uczciłyśmy to świniakim, tuz przed operacją kolanka.  sweet dreams na izofluranie.

zielonago prześcieradła nigdy za mało

chrząstka w paszczy smoka!

nasz prywatny autobus wiezie nas do domu z festiwalu Mondo Ichnusa w Oristano. po przejściach, po 2 godzinach snu..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz