poniedziałek, 8 lipca 2013

Molto bene!

Jestem tu już 4 tydzień i ani razu nie widziałam, żeby ktoś komus okazał brak sympatii, zdenerwowanie albo agresję. Tu się po prostu wszyscy, ale to wszyscy lubią. Nie ma hierarchii czy czegoś w tym rodzaju.
Nie wiem czy  to kwestia temperamentu usposobienia, wychowania czy kultury tego kraju. Tutaj po prostu wszyscy się LUBIĄ. Przytulają, uśmiechają, żartują, klepią po plecach. Studenci z nauczycielami, doktorzy z profesorami. Wszyscy są po imieniu. I nas też traktowali jak swoich już po kilku dniach pobytu. I widać, że nie wiedzą jak mogłoby być inaczej, tak już jest i koniec.
Nie ma barier, i uświadomiłam sobie że u nas w Polsce te bariery SA tak naprawdę sztuczne. Bo przecież wszyscy jesteśmy równi, jesteśmy ludźmi. O ile milej się żyje w takich warunkach jak tutaj. Czuję się skąpana i oblana przyjaźnią jak jakaś wisienka w syropie z konfitury. Aż się chce przychodzić do pracy, chce się tam być. Już zawsze, codziennie.
Nie wiedziałam że można nie dostac opieprzu jak się zmarnuje całą dawkę szczepionki.. A dziewczyna dzisiaj której zastrzyk się nie udał nawet się nie zestresowała.
Bo po co się stresować? Sami to sobie nawzajem robimy. Sami tworzymy kwaśną atmosferę. Zupełnie bez sensu. Nie można tak jak tutaj? Przecież to strata zdrowia i czasu. Przecież bycie bezpośrednim i pełnym uprzejmości jest łatwiejsze. Dajesz cos takiego i w zamian masz to samo. Wtedy przychodzi to bardzo łatwo, naturalnie, tak jak powinno być. I o ile przyjemniej się żyje.



Aż do dziś.. Ale i tak nie było to wszystko na poważnie. ;)
Widziałam pierwszą „kłótnię” trzech specjalistów: ortopedy, położnika i chirurga. Kłócili się o to jaka technika szycia psa po laparotomii jest najlepsza.
I scena wygląda tak:
Trzech dorosłych facetów, dwóch wysokich i młodych, jeden bardzo niziutki i stary w okularkach. Podskakują, piszczą, krzyczą, unoszą się i mówią swoim śpiewnym włoskim językiem. Gestykulują na dwa metry trzymając w rękach narzędzia chirurgiczne a pomiedzy nimi leży znieczulony pies nieswiadomy całej akcji i tego że to chodzi właściwie o niego. Oraz zdezorientowana milcząca Daria, która była ich instrumentariuszką o w całym zamieszaniu zapomnieli ze tak właścwie to miała asystować.
I każdy ma inne zdanie, bo jest wyspecjalizowany w czym innym i uczył się też czego innego ze względu na swój wiek.

Ich problemem był wybór nitki i rodzaju szwu. Zajęło im to ponad pół godziny, wytykali sobie, ale tez się śmiali przy tym,   pies lezał na wziewce więc nic nie szkodzi. Trzeba było dojśc przecież do jakiegoś rozwiązania jak go w końcu zszyć. W ten sposób zwykła strylizacja ze zmumifikowanymi płodami w środku trwała 1:15 h zamiast 15 min. Ale warto było tyle stać J
Italy's anatomy.

jestem baba ryba ;)

=^..^=

turystyczna

żeby nie było ze nie pracuję

1 komentarz:

  1. przestałaś pisać :( a ja akurat trafiłam na bloga. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń