Wczoraj miałyśmy dyżur w terenie w Clinica Mobile.
Pojechaliśmy do 2 miejscowości: Laeru i jeszcze jakiejś.
Na zbiórkę pod szpitalem ustawiłyśmy się wedle zyczenia o
7:30 razem z trzema koleżankami z wydziału. Doktorzy zaznaczali, że kładą
nacisk na słowo MOŻECIE jechać, nie „musicie” :D
Po zaserwowaniu makaronu, rozczarowany nieco gospodarz tym
że już nie wszyscy zmieścili godne jego porcje, po godz 16:00 pozwolił nam
odejść.
Najlepsze było to, że tak naprawdę żaden lekarz się nie stresował, że dalsza praca czeka, ani tym że nie wiadomo kiedy wrócą do domu, ani tym że już sporo wina się polało.. Po co się przejmować? przecież świnia jest smaczna a rozmowa się dobrze klei, czas płynie miło, gospodarz jest fajny i trzeba go szanować. Na dodatek zapłacono nam 150 euro i jeszcze nas ugoszczono.
W drugiej stadninie poszło już szybko, gospodarzowi zależało
tylko na leczeniu koni które miały nastepnego dnia startować w wyścigach na
hipodromie przy naszym wydziale. Zaserwowaliśmy dwóm osobnikom angloarabskim
serie elektroszoków miejscowych w ramach fizjoterapii. Jeden miał uszkodzona
trzeszczkę a drugi obite poważnie plecki przez jakąś belkę na hipodromie lub w
transporcie. Jeden z nich (ten z trzeszczką) zajął dzisiaj 2 miejsce w tym
wyścigu






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz