poniedziałek, 24 czerwca 2013

Prima settimana

Dziś był świetny dzień w Mobile Clinic który koniecznie muszę opisać, ale zacznę od szybkiego (mam nadzieję) podsumowania pierwszego tygodnia.

Do naszego nowego domu dotarłyśmy w sobotę wieczorem i padłyśmy. W niedzielę dla relaksu od razu ruszyłyśmy na spiaggia Platamona, przecież nie będziemy marnować słońca w wolny dzień :D


17.06 (PN) nic ciekawego, poznanie koordynatora, rundka po szpitalu (kopary w dół) i olanie nas przez biuro współpracy międzynarodowej (coś nowego, czyżby wszystkie BWM były takie same?)

18.06 (wt) – pierwszy dyżur, zaczęłyśmy od tygodnia na chirurgii. Najpierw były rano dwa badania ortopedyczne i od razu zaskoczyło nas to jak mimo barier językowych lekarz stara nam się wszystko wytłumaczyć rysując proste obrazki na papierze.
Później na resztę dnia utknęłyśmy ( z przyjmnościa oczywiście) na bloku operacyjnym przy:
-amputacji palca u dużego psa z nowotworem łapy,
-mastektomii, która była ciekawa bo część listwy mlcznej była usunieta  z jednej strony a częć poniżej z drugiej i cięcie przechodziło na skos brzucha
-amputacji oka kota Occhio (oko) któremu wypadło i uschło oko, od razu zostałam przez przypadek popchnięta do kastracji, tak o przy okazji skoro już znieczulony :D oraz zdrutowano mu połamaną i zaropiałą żuchwę

Najzabawniejsza sytuacja była kiedy dwóch doktorów kłóciło się komu mamy pomagać, wszyscy nas chcieli uczyć i spierali się o to kto pierwszy nas do siebie zawołał i kto ma ciekawszą rzecz do pokazania :D

19.06 (śr) – 3 sterylki suczek, po jednej dla każdej z nas „na spółkę” z lekarzem
                     I przepuklina przy której asystowałam J
                  I jeden bardzo ciekawy przypadek do którego zawołała nas dr. Manuta (specjalnie przybiegła i nas znalazła żeby nam to pokazać!) – swimming puppy syndrome – szczeniaczek który nie jest w stanie stanąć na tylne łapki i zacząc normalnie chodzić + ma lekko spłaszczoną klatkę piersiową grzbbitowo-brzusznie. Jest to schorzenie genetyczne, odwracalne w 99% (bo klatka pierś troche zostaje) i nie potrzeba żadnych leków, wystarczy pilnować żeby szczeniak uczył się chodzic na chropowatych powierzchniach/dywanach, tam gdzie mu się łapki nie rozjadą. Mam nawet filmik, później dołączę.

20.06 (czw) – po dwóch intensywnych dniach trochę zwolniło tempo – tylko usuwanie źdźbła trawy z nosa pseudowilczura, co było ciekawe nawet. Oraz dr Paulo/Pablo zaprowadził nas do konia z porażeniem nerwu twarzowego nabytego po operacji usunięcia sarkoidu, bo ktoś zapomniał mu zdjąć kantar na czas opracji i ucisk na grzebień kości jarzmowej trwał zbyt długo i powstał obrzęk (leczenie sterydami)

21.06 – w szpitalu nic, bo poszłyśmy na dywanik do BWM, ale za to jak już dotarłyśmy do szkoły wczesnym popołudniem to się okazało że zabili barana którego wykastrowali rok wcześniej i będzie uczta wydziałowa. Zostałyśmy zaproszone, posadzone i prawie zmuszone do spróbowania wszystkich specjałów, czyli: wnętrze rogów barana, żeberka (super były!), mięcho, krew ugotowana w  zawiązanym na supeł żwaczu (też pyszne, jak kaszanka), ser Cassu Marzu z larwami much…, dużo owoców i warzyw, lody oraz domowych win. Każdy cos przyniósł, wszyscy siedzieli razem, i studenci i profesorowie. Jedzenie, tańce, gry na akordeonie i piszlałkach trwały od 14:30 do 2:00 w nocy i tak podobno jest co dwa tygodnie. Wydział weterynarii w Sassami jest jedyny na wyspie i znany z najlepszych imprez, znajomy opowiadał że tutj każdy chce znać kogoś z weterynarii żeby móc się wkręcić. :D


22.06 (Sb)– wypadzik do Alghero (poźniej cos wstawię)

więcej zdjęć dodam później, bo większość mam w telefonie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz