Dziś był świetny dzień w Mobile Clinic który koniecznie
muszę opisać, ale zacznę od szybkiego (mam nadzieję) podsumowania pierwszego
tygodnia.
Do naszego nowego domu dotarłyśmy w sobotę wieczorem i padłyśmy.
W niedzielę dla relaksu od razu ruszyłyśmy na spiaggia Platamona, przecież nie
będziemy marnować słońca w wolny dzień :D
17.06 (PN) nic ciekawego, poznanie koordynatora, rundka po
szpitalu (kopary w dół) i olanie nas przez biuro współpracy międzynarodowej (coś
nowego, czyżby wszystkie BWM były takie same?)
18.06 (wt) – pierwszy dyżur, zaczęłyśmy od tygodnia na
chirurgii. Najpierw były rano dwa badania ortopedyczne i od razu zaskoczyło nas
to jak mimo barier językowych lekarz stara nam się wszystko wytłumaczyć rysując
proste obrazki na papierze.
Później na resztę dnia utknęłyśmy ( z przyjmnościa
oczywiście) na bloku operacyjnym przy:
-amputacji palca u dużego psa z nowotworem łapy,
-mastektomii, która była ciekawa bo część listwy
mlcznej była usunieta z jednej strony a
częć poniżej z drugiej i cięcie przechodziło na skos brzucha
-amputacji oka kota Occhio (oko) któremu wypadło i
uschło oko, od razu zostałam przez przypadek popchnięta do kastracji, tak o
przy okazji skoro już znieczulony :D oraz zdrutowano mu połamaną i zaropiałą
żuchwę
Najzabawniejsza sytuacja była kiedy dwóch doktorów kłóciło
się komu mamy pomagać, wszyscy nas chcieli uczyć i spierali się o to kto
pierwszy nas do siebie zawołał i kto ma ciekawszą rzecz do pokazania :D
19.06 (śr) – 3 sterylki suczek, po jednej dla każdej z nas
„na spółkę” z lekarzem
I
przepuklina przy której asystowałam J
I jeden bardzo ciekawy przypadek do
którego zawołała nas dr. Manuta (specjalnie przybiegła i nas znalazła żeby nam
to pokazać!) – swimming puppy syndrome – szczeniaczek który nie jest w stanie
stanąć na tylne łapki i zacząc normalnie chodzić + ma lekko spłaszczoną klatkę
piersiową grzbbitowo-brzusznie. Jest to schorzenie genetyczne, odwracalne w 99%
(bo klatka pierś troche zostaje) i nie potrzeba żadnych leków, wystarczy
pilnować żeby szczeniak uczył się chodzic na chropowatych
powierzchniach/dywanach, tam gdzie mu się łapki nie rozjadą. Mam nawet filmik,
później dołączę.
20.06 (czw) – po dwóch intensywnych dniach trochę zwolniło
tempo – tylko usuwanie źdźbła trawy z nosa pseudowilczura, co było ciekawe
nawet. Oraz dr Paulo/Pablo zaprowadził nas do konia z porażeniem nerwu
twarzowego nabytego po operacji usunięcia sarkoidu, bo ktoś zapomniał mu zdjąć
kantar na czas opracji i ucisk na grzebień kości jarzmowej trwał zbyt długo i
powstał obrzęk (leczenie sterydami)
21.06 – w szpitalu nic, bo poszłyśmy na dywanik do BWM, ale
za to jak już dotarłyśmy do szkoły wczesnym popołudniem to się okazało że
zabili barana którego wykastrowali rok wcześniej i będzie uczta wydziałowa.
Zostałyśmy zaproszone, posadzone i prawie zmuszone do spróbowania wszystkich
specjałów, czyli: wnętrze rogów barana, żeberka (super były!), mięcho, krew
ugotowana w zawiązanym na supeł żwaczu
(też pyszne, jak kaszanka), ser Cassu Marzu z larwami much…, dużo owoców i
warzyw, lody oraz domowych win. Każdy cos przyniósł, wszyscy siedzieli razem, i studenci
i profesorowie. Jedzenie, tańce, gry na akordeonie i piszlałkach trwały od
14:30 do 2:00 w nocy i tak podobno jest co dwa tygodnie. Wydział weterynarii w
Sassami jest jedyny na wyspie i znany z najlepszych imprez, znajomy opowiadał
że tutj każdy chce znać kogoś z weterynarii żeby móc się wkręcić. :D
22.06 (Sb)– wypadzik do Alghero (poźniej cos wstawię)
więcej zdjęć dodam później, bo większość mam w telefonie